sobota, 25 stycznia 2014

4.

No więc dzisiejszy odcinek...jest marny i krótki :D A to chyba najgorsze połączenie. Ale jako, że jest odcinkiem przedostatnim, to uznałam że może być gówniany.
Odcinek ostatni, pojawi się wkrótce...

Broomhilda nie odzywała się do ojca. Mijała go obojętnie, a on nie był jej dłużny. Do szkoły chodziła struta i poddenerwowana. Liczyła na to, że wszystko rozejdzie się po kościach wraz ze zniknięciem opuchlizny. Nie chciała, żeby Brian widział ją w takim stanie. Było dla niej katorgą ciągłe omijanie go, uciekanie jak najszybciej ze szkoły czy nie odpisywanie na jego wiadomości. Od początku myślała, że będzie to tylko przelotna znajomość. Ale nie mogła pomylić się bardziej.
Wyszła ze szkoły szybkim krokiem, nie oglądając się na boki. Zostawiała innych w tyle i zaczęła zwalniać. Przeszła przez bramę, ale zatrzymała się gwałtownie gdy zobaczyła Briana opartego niedbale o murek.
- Rozglądać się. Zanotowane! - pomyślała zła na siebie za swoją niedbałość o szczegóły.
Chłopak podszedł do niej, a ona dostrzegła emocje malujące się na jego twarzy. Był zły, smutny, zdenerwowany i zdziwiony. Wszystko to mieszało się tworząc typową minę dla zawiedzionego mężczyzny.
- Dlaczego mnie unikasz? - zapytał z wyrzutem.
Rozejrzała się skrępowana na boki i powiedziała cicho:
- Nie nazwałabym tego unikaniem...potrzebuję czasu. - spojrzała na niego spod pomalowanych rzęs.
Zaśmiał się kpiąco, a jego wyraz twarzy znów się zmienił. Wyglądał jakby był ze stali. Tym razem na jego twarzy nie malowało się nic. Jakby był pozbawiony uczuć.
- Muszę już iść.. - powiedziała cicho i szybko go wyminęła.
Odwrócił się i patrzył tęsknie na oddalającą się sylwetkę dziewczyny. Przełknął ślinę, zacisnął wargi i poszedł w odwrotną stronę.

Spotkanie Briana wytrąciło ją kompletnie z równowagi. Znów zachwiało się jej poczucie bezpieczeństwa. Cały mur, który budowała latami zaczął się walić. A to wszystko za sprawą jednego roześmianego chłopaka.
- Niech to szlag! - zawołała otwierając z impetem drzwi.
W domu nie było ojca, a ona zamierzała posprzątać. Chciała przygotować kolację, bo oczekiwała przeprosin i wyjaśnienia. Znała ojca na tyle dobrze, że wiedziała iż po odpowiedniej zachęcie, wydusi z siebie wszystko. Nawet przeprosiny, które nigdy nie chciały przejść mu gładko przez gardło.
Sprzątnęła prawie wszystkie pomieszczenia w domu. W międzyczasie dostała kilka wiadomości od Briana, na które nie wiedziała jak odpowiedzieć. Chciał się spotkać, prosił ją o wyjaśnienie i przepraszał za coś co mógłby zrobić źle. Była bardzo zła na siebie za to, że nie wyjaśniła mu o co tak naprawdę chodzi. Usłyszała otwieranie drzwi. Postawiła na stole dwa talerze, położyła sztućce i usiadła na krześle przy stole. Ojciec wszedł powoli do kuchni i powiedział niepewnie:
- Dzień dobry... - w dłoniach kurczowo ściskał jakąś papierową torbę, którą położył na krześle na przeciwko córki. - Słoneczko...chciałem cię przeprosić, nie powinno się to zdarzyć i przyznaję, że zawaliłem. Jesteś jedyną osobą na świecie, którą kocham i...wybacz mi. -
Dziewczyna spojrzała na ojca łagodnie i powiedziała:
- Wybaczam ci. - uśmiechnęła się lekko. - Ale obiecaj mi, że przestaniesz pić. Zmień się tato.
- Obiecuję córciu. I mam coś dla ciebie. - uśmiechnął się szeroko i sięgnął do papierowej torby leżącej na krześle. Podał ją Hildie i czekał na jej reakcję.
Dziewczyna otworzyła torbę i wyjęła z niej czarną sukienkę z koronkowymi rękawami. Uśmiechnęła się szeroko i spojrzała na ojca. Widać było, że takiej reakcji oczekiwał. Odłożyła prezent na krzesło i przytuliła się do mężczyzny.  Bez zbędnych słów zasiedli za stołem i zaczęli jeść.
Cały obiad minął im niesamowicie przyjemnie. Hildie czuła, że odzyskuje ojca i kontakt między nimi. Było to motywujące. Zyskała nawet odwagę do powiedzenia Brianowi prawdy. I postanowiła, że do niego zadzwoni. Po skończonym posiłku przebrała się i pobiegła do drzwi.
- Tato wychodzę do parku. - powiedziała do ojca i nie czekając na jego odpowiedź, wybiegła z domu.
Szybkim krokiem wyszła z posesji i gdy minęła kilka domów, zatrzymała się i wyjęła telefon. Wybrała numer Briana i oddychając głęboko, nacisnęła zieloną słuchawkę. Odebrał po dwóch sygnałach.
- Halo? -  zapytał lekko poddenerwowany.
- Hej. Możemy się spotkać w parku przy fontannie? - powiedziała z nadzieją, że wie o jakie miejsce jej chodzi.
- Jasne. Zaraz będę. - po tych słowach się rozłączył.
Dziewczyna odetchnęła z ulgą i ruszyła w stronę parku.

Park był niewielki. Tworzyło go mnóstwo wysokich drzew i wąskie ścieżki pomiędzy nimi. W samym jego środku stała duża fontanna, a wokół niej ławki. Na jednej z nich siedziała ona. Miała na sobie obcisłe czarne spodnie, skórzaną czarną kurtkę i trampki. Spod rozpiętej kurtki wystawała niebieska bluzka. Obowiązkowo postawione włosy i mocny makijaż, który było widać nawet z dużej odległości. Miała niesamowitą urodę, przez co, nie dało się przejść obok niej obojętnie. Bystre szaro-niebieskie oczy sprawiały, że miała hardy wyraz twarzy. Była piękna.
Podszedł do ławki i usiadł obok. Odwróciła głowę w jego stronę i uśmiechnęła się przepraszająco. Trwali w milczeniu przez kilka minut, aż w końcu  chłopak nie wytrzymał i powiedział:
- Możesz mi w końcu wyjaśnić, co się dzieje?? - spojrzał na nią z wyrzutem.
Patrzyła teraz na swoje dłonie, które splecione leżały na udach. W końcu spojrzała na niego i powiedziała:
- Czas najwyższy, byś dowiedział się dlaczego taka jestem...

Ciąg dalszy, nastąpi.

5 komentarzy:

  1. Nie zgadzam się, żeby to był przedostatni, nie, nie, NIE!!! Czemu wszystkie bohaterki są ostatnio takie skłonne do wybaczania (tatuśkowi się ostre lanie należy, a nie rodzinny obiadek)? Okaże się, że ma białaczkę, albo coś równie strasznego i umiera, prawda (proszę nie!!!)?
    Buziole, Pat:)
    PS1: Jeee udało mi się! 3 zdania komentarza, jestem mistrzem świata, lalala:D
    PS2: PS-y się nie liczą^^

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja też się nie zgadzam, zbyt szybkie zakończenie zepsuje Ci cały klimat. To ma wielki potencjał, nie urywaj tego. Jeśli nie jesteś w stanie teraz pisać, to zawieś na jakiś czas, ale nie kończ.
    Twoja bohaterka ma serce pełne miłosierdzia, chętnie go pożyczę dla swojej. :)
    I czekam na prędkie dokończenie sceny w parku!!!
    loveee, Sillie

    OdpowiedzUsuń
  3. Broom ma ogromne serce. Brianowi za to brak cierpliwości. Mam nadzieję, że skrucha ojca nie jest tylko chwilowa, ale i tam Broom za szybko mu odpuściła.

    przedostatni, bo taki miałaś plan wobec tego opowiadania, czy z innych czynników? jeśli miałaś taki zamysł, to ja to popieram - sama wolę pisać krótkodystansowce (które lubię nazywać długodystansowcami, jeśli mają powyżej 10 odcinków. ale do 14 jeszcze nigdy nie dobiłam).
    z pewnością będę czekać jak to rozwiniesz / zakończysz!

    with love,
    z.

    OdpowiedzUsuń
  4. Koniec? Już? Szkoda, bo naprawdę polubiłam Twoich bohaterów. Ojciec coś za szybko uzyskał to przebaczenie. No cóż, jeśli Broom tak zrobiła, to jej sprawa. Mam nadzieję, że wszystko sobie z Brianem wytłumaczą.
    Buziole.
    Joan:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie kończ tego, proszę. Złamiesz moje serce.
    Nie napiszę nic więcej, bo mi przykro :(
    Buziaki, Dorota

    OdpowiedzUsuń