sobota, 11 stycznia 2014

2.

Przepraszam za długą nieobecność. Jest mi bardzo miło, że ten pierwszy odcinek został tak ciepło przyjęty!! Sprawiło mi to tak niewyobrażalną radość, że jeszcze bardziej chcę pisać. Obiecuję, że w kolejnym odcinku będzie działo się więcej. Ten ma być "zarysem"  całości.
Dziękuję Nice, Daisyemu i Kill w szczególności :)
A całej reszcie za cudowne komentarze i obecność!! 

Ze snu wyrwał ją denerwujący dźwięk budzika. Spojrzała na elektroniczny zegarek. 6.03 Odkryła kołdrę i usiadła na łóżku ze stopami na podłodze. W pokoju było cicho i chłodno. Wstała, podeszła do okna i zamknęła je. Nie zapalając światła poszła do łazienki. Po piętnastu minutach wyszła odświeżona i w połowie gotowa do wyjścia. Wchodząc do pokoju zapaliła światło i zaczęła się ubierać. Zabrała plecak, klucze i telefon. Następnie wyszła z pokoju gasząc światło. Przechodząc obok sypialni ojca, zamknęła cicho drzwi. Przygotowała drugie śniadanie i schowała je do plecaka. Założyła trampki i kurtkę. Następnie wyszła z domu zamykając drzwi na klucz. Zmierzała w kierunku dużej biblioteki, nieopodal szkoły. Wbiegła po schodach i otworzyła przeszklone drzwi.
- Dzień dobry! - powiedziała uśmiechając się lekko do bibliotekarki.
- Nigdy się nie przyzwyczaję, że tak wcześnie tu przychodzisz dziecko. - uśmiechnęła się do niej szeroko.
Odpowiedziała jej szerokim uśmiechem i przekręceniem głowy. Następnie podała jej kartkę z zapisanymi tytułami książek. Kobieta bez słowa wyszła zza biurka i zniknęła za regałami pełnymi książek. Po chwili wróciła niosąc dwa grube tomiszcza. Broom podała jej kartę biblioteczną i spakowała książki do plecaka.
- Dziękuję bardzo. - powiedziała z uśmiechem - Miłego dnia.
- Do widzenia. - odpowiedziała bibliotekarka i wróciła do pracy.
Hildie wyszła z budynku i spojrzała na zegarek.
- Dobra, mam jeszcze trochę czasu. - pomyślała i poszła do szpitala.
Był to budynek duży i poniekąd "cieplejszy" niż wszystkie szpitale jakie do tej pory odwiedzała. Może chodzi o okoliczności i osoby do których przychodziła. Zamierzała spotkać się ze swoim przyjacielem. Odwiedzała go co kilka dni i przynosiła mu książki. Mówiła na niego Bandyta. Był jedyną osobą której ufała. Mówiła mu o wszystkim i była pewna, że on zawsze jej pomoże. Wiedział o jej problemach, a ona o jego. Idealna przyjaźń, bez zazdrości i zawiści. Za to, tak bardzo go kochała.
Weszła do windy i nacisnęła przycisk z numerem 5. Przejrzała się w lusterku i poprawiła włosy. Dźwięk z windy zasygnalizował, że znajduje się na odpowiednim piętrze. Wyszła z windy i skręciła w lewo. Idąc przed siebie przywitała uśmiechem pielęgniarki. Stanęła przed drzwiami sali przyjaciela. Weszła do środka i usłyszała niski głos Bandyty.
- Cześć Broom. - powiedział szczerząc się do niej.
- Hej Bandyta. - podeszła do jego łóżka i przytuliła go delikatnie.
- Naprawdę musimy spotykać się tak rano? - zaczął marudzić. - Pielęgniarki mówią, że powinienem się wysypiać.
- To nie czytaj do rana. - uśmiechnęła się kpiąco - Mam dla ciebie książki.
Zrobił rozmarzoną minę i wziął od niej plecak. Zajrzał do środka i wyjął dwie książki.
- Dziękuję bardzo. - powiedział słodko. Potem przyciągnął jej głowę do siebie i pocałował ją mocno w policzek. Skrzywiła się, a on się roześmiał.
- No, to mów słoneczko co u ciebie.
- Wiesz jak jest to po co pytasz? - uśmiechnęła się.
- Liczę na to, że coś się zmieniło.
- Niestety nie. Chociaż...poznałam kogoś. - zrobiła tajemniczą minkę.
- Kogo?? - wymownie poruszał brwiami.
- Kolegę. Ma na imię Brian.
- Mała, pamiętasz co ci mówiłem o ludziach. Nikomu nie ufaj! - powiedział akcentując każde słowo.
- Pamiętam! Tylko, że to jest tak jakby co innego. - skrzywiła się gdy zobaczyła jego posiniaczoną rękę. -Bardzo boli?
- Nie tak bardzo. - uśmiechnął się promiennie. - Wydobrzeję.
Miesiąc temu Bandyta został brutalnie pobity. Do tej pory leżał w szpitalu i powoli dochodził do siebie.
- Musisz do mnie przyprowadzić tego gościa. Chętnie poznam kogoś kto mógłby zawrócić mojej Broom w głowie- pokazał jej język.
- Wcale nie! - obruszyła się. - To tylko kolega...Muszę iść, bo się spóźnię do szkoły.
- Ej Hildie, wiesz, że żartowałem. - uśmiechnął się przepraszająco.
- Wiem Bandyta, po prostu muszę iść. - powiedziała i pocałowała go w czoło. Wychodząc pomachała mu jeszcze. Minęła windę i zeszła schodami. Po chwili była przed budynkiem. Oddalając się stopniowo, poszła do szkoły.

Lekcje ciągnęły się niemiłosiernie. Nie umiała się na niczym skupić i doskwierała jej nuda. Myślała o ojcu, o Bandycie o Brianie... Było ta dla niej dziwne. Dlaczego akurat o nim? Jedno nie dawało jej spokoju. Chciała go poznać...
Zadzwonił dzwonek. Dziewczyna spakowała książki i zarzucając plecak na ramię wyszła z klasy. Szła przez korytarz w kierunku swojej szafki. Otworzyła ją, założyła kurtkę, wrzuciła kilka książek i zamknęła drzwiczki. Odwróciła się i szła w stronę wyjścia. Usłyszała, że ktoś woła jej imię. Spojrzała do tyłu jakby w zwolnionym tempie. Biegł za nią Brian z szerokim uśmiechem.
- Boże, czy ten koleś kiedykolwiek był smutny? - zapytała siebie w myślach.
- Cześć! - powiedział gdy dobiegł do niej. - Skończyłaś już lekcje?
- Hej. - odpowiedziała - Skończyłam.
- To chciałabyś może wyjść gdzieś ze mną? - zapytał z nadzieją.
Nie ma tak lekko. pomyślała.
- Dzisiaj niestety nie mogę. - powiedziała uśmiechając się perfidnie.
Wyraz jego twarzy momentalnie się zmienił. Posmutniał... Nagle zrobiło jej się przykro, bo widać, że mu zależało.
- Przepraszam, ale spieszę się do pracy. - uśmiechnęła się i zniknęła w tłumie.
Tymczasem on stał w tym samym miejscu i patrzył za nią tęsknie. Podszedł do niego Jimmy i poklepał go po plecach.
- Dobrze będzie, Bri. - puścił do niego oko.
- Ale, ona mnie olewa! - jęczał chłopak.
- Może rzeczywiście jest zajęta? - zapytał protekcjonalnie Matt, który właśnie doszedł z resztą paczki.
- Taaa...może. - mlasnął językiem Brian - Chodźmy tę na próbę.

Hildie wybiegła ze szkoły w kierunku restauracji w której pracowała. Wolała się nie oglądać za siebie, bo mogłaby go zobaczyć. Było jej głupio, że mu odmówiła. Ale tym razem nie mogła. Pracowała dwa razy w tygodniu, by choć trochę dorobić. Ojciec nie dawał jej zbyt wiele pieniędzy. Zazwyczaj łapała się jakichś dorywczych prac, wyprowadzała psy starszych ludzi czy roznosiła ulotki. Radziła sobie, bo nie miała innego wyjścia.
W restauracji był wyjątkowo mały ruch, więc w przerwach pomiędzy obsługiwaniem klientów odrabiała lekcje. Skończyła swoją zmianę o 18. Wyszła z restauracji, zrobiła zakupy i poszła do domu przygotować kolację dla siebie i ojca. Weszła do domu, zdjęła buty i kurtkę, a następnie przebrała się. Przez dwadzieścia minut przygotowywała posiłek. Gdy wszystko było gotowe, przełożyła porcje na talerze. Usłyszała otwierane drzwi i domyśliła się, że wrócił ojciec.
- Cześć tatku! - zawołała - Chodź, do kuchni, bo przygotowałam kolację.
Po chwili ojciec wszedł do pomieszczenia powolnym krokiem. Dziewczyna podeszła do niego i chciała go przytulic, gdy on nagle odepchnął ją od siebie mocno. Przewróciła się na podłogę i przestraszona patrzyła na ojca. Mężczyzna, spojrzał na córkę, potem na przygotowane jedzenie i bez słowa odwrócił się, a po chwili wyszedł z domu.

Wydarzenia dnia wczorajszego, odcisnęły na Hildie piętno. Potrzebowała rozmowy i chwili uwagi.
Postanowiła, że po lekcjach spotka się z Brianem, a przynajmniej poprosi go o spotkanie. Lekcje powoli mijały, a jej dziwne uczucia w stosunku do ojca narastały. Wciąż czuła coś w rodzaju strachu. Ojciec nie był w stosunku do niej agresywny. Wręcz przeciwnie. Gdy był pijany, stawał się milszy niż normalnie. Nie wiedziała co nim kierowało i po prostu się martwiła.

Dziewczyna skończyła zajęcia i stała obok wyjścia ze szkoły. Przewinęło się przez nie wielu ludzi, ale Briana wśród nich nie było. Po kilku minutach dostrzegła znajomą twarz. Jak zwykle uśmiechniętą.
- Zaraźliwy człowiek - pomyślała odwzajemniając lekko uśmiech.
- Hej. - powiedziała - Jeśli masz dzisiaj czas to...jestem wolna i bardzo chętnie się spotkam. - wykrztusiła jednym tchem i uśmiechnęła się nieśmiało.
- Bardzo chętnie. - wyszczerzył się - W takim razie zapraszam cię na herbatę.
- Okay. - powiedziała schodząc ze schodów.
Zdziwiony poszedł za nią bez zbędnych słów. Przez cały dziedziniec szli w milczeniu. Czuli się trochę nieswojo, ale chłopak pierwszy postanowił przebić się przez tą barierę. 
- A więc...co u ciebie? - zapytał nieśmiało. W odpowiedzi dziewczyna roześmiała się. Popatrzył na nią dziwnie i czekał na wyjaśnienia.
- Porozmawiamy jak gdzieś usiądziemy. - uśmiechnęła się lekko. Po chwili weszli do małej kawiarni, zajęli stolik w kącie i zamówili po herbacie.
- Teraz możemy rozmawiać. - powiedziała dziewczyna uśmiechając się szeroko. Do ich stolika podeszła kelnerka i postawiła dwa duże kubki z herbatą.
- Gdzie pracujesz? - zapytał Brian upijając łyk.
- Jestem kelnerką w małej restauracji, w której jest mały ruch. - uśmiechnęła się delikatnie. - Może powiesz mi coś o sobie?
W tej chwili ich rozmowa zaczęła się rozkręcać. Dogadywali się. Ba! Oni się doskonale rozumieli. Było to o tyle dziwne, że łaknęli swojego towarzystwa. Broom czuła się przy nim...bezpiecznie. A on nie wstydził się być przy niej sobą.
Hildie zaśmiewała się tego wieczoru prawie do łez. Zupełnie zapomniała o nieprzyjemnościach i była mu za to bardzo wdzięczna.
- Ale się ładnie śmiejesz. - powiedział uśmiechając się uroczo.
- Przestań. Nienawidzę swojego śmiechu! - wykrztusiła uśmiechając się szeroko.
- Ja uważam, że jest rozkoszny.
- Rozkoszne mogą być małe pieski, a mój śmiech jest odrażający.
- Jest piękny, tak samo jak twój uśmiech.
Brian posłał jej taki uśmiech, że aż odwróciła wzrok zarumieniona . Potem popatrzyła na zegarek i chcąc zmienić temat powiedziała:
- Chyba muszę się zbierać do domu. 
- Rzeczywiście, już późno. - zaczął zbierać swoje rzeczy. Wyjął portfel i zapłacił kelnerce za siebie i Hildie.
- Eeee...nie trzeba było... - wykrztusiła zdziwiona patrząc za odchodzącą kelnerką. Potem spojrzała na chłopaka który uśmiechał się lekko.
- To tylko herbata, tak poza tym, to ja cię tu wyciągnąłem. - puścił do niej oko.
- To żadna zasada. - powiedziała z zabawnym przekonaniem. Odpowiedział jej szerokim uśmiechem i po chwili wyszli z kawiarni. Chłopak odprowadził ją do domu i przez całą drogę rozbawiał. Gdy stanęli przed jej posesją powiedziała cichutko:
- To był bardzo przyjemny dzień. Dziękuję ci. - po tych słowach odwróciła się i przebiegła przez bramkę.
- Dobrej nocy! - zawołał za nią, wyraźnie rozczarowany.
Dziewczyna weszła do domu, zdjęła buty i kurtkę. Przeszła do salonu i zastała śpiącego ojca na kanapie. Przykryła go kocem i popatrzyła z zażenowaniem.
- Przynajmniej jest grzeczny... - pokręciła głową i pobiegła do swojego pokoju.




4 komentarze:

  1. Sprawa z ojcem coś mi smierdzi, na razie nie wiem co o tym myśleć.

    A Brian? Nasz pieszczoch coś za grzeczny jest. Jakoś tak mi to ...znowu śmierdzi :)
    Czyżby cisza przed burzą?
    Fajny motyw z przyjacielem Hildegardy :) Tylko, żeby nie było motywu z zakochanym, "tym trzecim", szkoda by było dodatkowej troski dla naszej bohaterki.
    Aha, żeby trzymać poziom muszę zamarudzić. Mało Shadowsa :) Czekam na nexta. Oby był szybciej niż ten:P
    loveee Sillie

    OdpowiedzUsuń
  2. Niestety ku Twojemu rozczarowaniu Shadows będzie tu postacią epizodyczną :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Brian rządzi!!!!!!! Nie mogłam się powstrzymać. Widać, że Broom nie ma lekko w życiu. Wiecznie radosny Brian pewnie wniesie do niego promyczki nadziei. Fajnie się rozkręca. Mam nadzieję, że Bandyta nie podkochuje się w bohaterce. Czekam na nexta!
    Joan :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Uuu ciekawie, ciekawie. Tatusiek z piekła rodem, tajemniczy Bandyta i oczywiście Bri, taki romantico <3 Romans wisi w powietrzu, ale czuję że nie będzie tak łatwo jakby się mogło wydawać. Czekam na kolejny, bo chcę wiedzieć o co w tym wszystkim chodzi :)
    Buziole, Pat:)

    OdpowiedzUsuń