Przepraszam za długą nieobecność. Jest mi bardzo miło, że ten pierwszy odcinek został tak ciepło przyjęty!! Sprawiło mi to tak niewyobrażalną radość, że jeszcze bardziej chcę pisać. Obiecuję, że w kolejnym odcinku będzie działo się więcej. Ten ma być "zarysem" całości.
Dziękuję Nice, Daisyemu i Kill w szczególności :)
A całej reszcie za cudowne komentarze i obecność!!
Ze snu wyrwał ją denerwujący dźwięk budzika. Spojrzała na elektroniczny zegarek. 6.03 Odkryła kołdrę i usiadła na łóżku ze stopami na podłodze. W pokoju było cicho i chłodno. Wstała, podeszła do okna i zamknęła je. Nie zapalając światła poszła do łazienki. Po piętnastu minutach wyszła odświeżona i w połowie gotowa do wyjścia. Wchodząc do pokoju zapaliła światło i zaczęła się ubierać. Zabrała plecak, klucze i telefon. Następnie wyszła z pokoju gasząc światło. Przechodząc obok sypialni ojca, zamknęła cicho drzwi. Przygotowała drugie śniadanie i schowała je do plecaka. Założyła trampki i kurtkę. Następnie wyszła z domu zamykając drzwi na klucz. Zmierzała w kierunku dużej biblioteki, nieopodal szkoły. Wbiegła po schodach i otworzyła przeszklone drzwi.
- Dzień dobry! - powiedziała uśmiechając się lekko do bibliotekarki.
- Nigdy się nie przyzwyczaję, że tak wcześnie tu przychodzisz dziecko. - uśmiechnęła się do niej szeroko.
Odpowiedziała jej szerokim uśmiechem i przekręceniem głowy. Następnie podała jej kartkę z zapisanymi tytułami książek. Kobieta bez słowa wyszła zza biurka i zniknęła za regałami pełnymi książek. Po chwili wróciła niosąc dwa grube tomiszcza. Broom podała jej kartę biblioteczną i spakowała książki do plecaka.
- Dziękuję bardzo. - powiedziała z uśmiechem - Miłego dnia.
- Do widzenia. - odpowiedziała bibliotekarka i wróciła do pracy.
Hildie wyszła z budynku i spojrzała na zegarek.
- Dobra, mam jeszcze trochę czasu. - pomyślała i poszła do szpitala.
Był to budynek duży i poniekąd "cieplejszy" niż wszystkie szpitale jakie do tej pory odwiedzała. Może chodzi o okoliczności i osoby do których przychodziła. Zamierzała spotkać się ze swoim przyjacielem. Odwiedzała go co kilka dni i przynosiła mu książki. Mówiła na niego Bandyta. Był jedyną osobą której ufała. Mówiła mu o wszystkim i była pewna, że on zawsze jej pomoże. Wiedział o jej problemach, a ona o jego. Idealna przyjaźń, bez zazdrości i zawiści. Za to, tak bardzo go kochała.
Weszła do windy i nacisnęła przycisk z numerem 5. Przejrzała się w lusterku i poprawiła włosy. Dźwięk z windy zasygnalizował, że znajduje się na odpowiednim piętrze. Wyszła z windy i skręciła w lewo. Idąc przed siebie przywitała uśmiechem pielęgniarki. Stanęła przed drzwiami sali przyjaciela. Weszła do środka i usłyszała niski głos Bandyty.
- Cześć Broom. - powiedział szczerząc się do niej.
- Hej Bandyta. - podeszła do jego łóżka i przytuliła go delikatnie.
- Naprawdę musimy spotykać się tak rano? - zaczął marudzić. - Pielęgniarki mówią, że powinienem się wysypiać.
- To nie czytaj do rana. - uśmiechnęła się kpiąco - Mam dla ciebie książki.
Zrobił rozmarzoną minę i wziął od niej plecak. Zajrzał do środka i wyjął dwie książki.
- Dziękuję bardzo. - powiedział słodko. Potem przyciągnął jej głowę do siebie i pocałował ją mocno w policzek. Skrzywiła się, a on się roześmiał.
- No, to mów słoneczko co u ciebie.
- Wiesz jak jest to po co pytasz? - uśmiechnęła się.
- Liczę na to, że coś się zmieniło.
- Niestety nie. Chociaż...poznałam kogoś. - zrobiła tajemniczą minkę.
- Kogo?? - wymownie poruszał brwiami.
- Kolegę. Ma na imię Brian.
- Mała, pamiętasz co ci mówiłem o ludziach. Nikomu nie ufaj! - powiedział akcentując każde słowo.
- Pamiętam! Tylko, że to jest tak jakby co innego. - skrzywiła się gdy zobaczyła jego posiniaczoną rękę. -Bardzo boli?
- Nie tak bardzo. - uśmiechnął się promiennie. - Wydobrzeję.
Miesiąc temu Bandyta został brutalnie pobity. Do tej pory leżał w szpitalu i powoli dochodził do siebie.
- Musisz do mnie przyprowadzić tego gościa. Chętnie poznam kogoś kto mógłby zawrócić mojej Broom w głowie- pokazał jej język.
- Wcale nie! - obruszyła się. - To tylko kolega...Muszę iść, bo się spóźnię do szkoły.
- Ej Hildie, wiesz, że żartowałem. - uśmiechnął się przepraszająco.
- Wiem Bandyta, po prostu muszę iść. - powiedziała i pocałowała go w czoło. Wychodząc pomachała mu jeszcze. Minęła windę i zeszła schodami. Po chwili była przed budynkiem. Oddalając się stopniowo, poszła do szkoły.
Lekcje ciągnęły się niemiłosiernie. Nie umiała się na niczym skupić i doskwierała jej nuda. Myślała o ojcu, o Bandycie o Brianie... Było ta dla niej dziwne. Dlaczego akurat o nim? Jedno nie dawało jej spokoju. Chciała go poznać...
Zadzwonił dzwonek. Dziewczyna spakowała książki i zarzucając plecak na ramię wyszła z klasy. Szła przez korytarz w kierunku swojej szafki. Otworzyła ją, założyła kurtkę, wrzuciła kilka książek i zamknęła drzwiczki. Odwróciła się i szła w stronę wyjścia. Usłyszała, że ktoś woła jej imię. Spojrzała do tyłu jakby w zwolnionym tempie. Biegł za nią Brian z szerokim uśmiechem.
- Boże, czy ten koleś kiedykolwiek był smutny? - zapytała siebie w myślach.
- Cześć! - powiedział gdy dobiegł do niej. - Skończyłaś już lekcje?
- Hej. - odpowiedziała - Skończyłam.
- To chciałabyś może wyjść gdzieś ze mną? - zapytał z nadzieją.
Nie ma tak lekko. pomyślała.
- Dzisiaj niestety nie mogę. - powiedziała uśmiechając się perfidnie.
Wyraz jego twarzy momentalnie się zmienił. Posmutniał... Nagle zrobiło jej się przykro, bo widać, że mu zależało.
- Przepraszam, ale spieszę się do pracy. - uśmiechnęła się i zniknęła w tłumie.
Tymczasem on stał w tym samym miejscu i patrzył za nią tęsknie. Podszedł do niego Jimmy i poklepał go po plecach.
- Dobrze będzie, Bri. - puścił do niego oko.
- Ale, ona mnie olewa! - jęczał chłopak.
- Może rzeczywiście jest zajęta? - zapytał protekcjonalnie Matt, który właśnie doszedł z resztą paczki.
- Taaa...może. - mlasnął językiem Brian - Chodźmy tę na próbę.
Hildie wybiegła ze szkoły w kierunku restauracji w której pracowała. Wolała się nie oglądać za siebie, bo mogłaby go zobaczyć. Było jej głupio, że mu odmówiła. Ale tym razem nie mogła. Pracowała dwa razy w tygodniu, by choć trochę dorobić. Ojciec nie dawał jej zbyt wiele pieniędzy. Zazwyczaj łapała się jakichś dorywczych prac, wyprowadzała psy starszych ludzi czy roznosiła ulotki. Radziła sobie, bo nie miała innego wyjścia.
W restauracji był wyjątkowo mały ruch, więc w przerwach pomiędzy obsługiwaniem klientów odrabiała lekcje. Skończyła swoją zmianę o 18. Wyszła z restauracji, zrobiła zakupy i poszła do domu przygotować kolację dla siebie i ojca. Weszła do domu, zdjęła buty i kurtkę, a następnie przebrała się. Przez dwadzieścia minut przygotowywała posiłek. Gdy wszystko było gotowe, przełożyła porcje na talerze. Usłyszała otwierane drzwi i domyśliła się, że wrócił ojciec.
- Cześć tatku! - zawołała - Chodź, do kuchni, bo przygotowałam kolację.
Po chwili ojciec wszedł do pomieszczenia powolnym krokiem. Dziewczyna podeszła do niego i chciała go przytulic, gdy on nagle odepchnął ją od siebie mocno. Przewróciła się na podłogę i przestraszona patrzyła na ojca. Mężczyzna, spojrzał na córkę, potem na przygotowane jedzenie i bez słowa odwrócił się, a po chwili wyszedł z domu.
Wydarzenia dnia wczorajszego, odcisnęły na Hildie piętno. Potrzebowała rozmowy i chwili uwagi.
Postanowiła, że po lekcjach spotka się z Brianem, a przynajmniej poprosi go o spotkanie. Lekcje powoli mijały, a jej dziwne uczucia w stosunku do ojca narastały. Wciąż czuła coś w rodzaju strachu. Ojciec nie był w stosunku do niej agresywny. Wręcz przeciwnie. Gdy był pijany, stawał się milszy niż normalnie. Nie wiedziała co nim kierowało i po prostu się martwiła.
Dziewczyna skończyła zajęcia i stała obok wyjścia ze szkoły. Przewinęło się przez nie wielu ludzi, ale Briana wśród nich nie było. Po kilku minutach dostrzegła znajomą twarz. Jak zwykle uśmiechniętą.
- Zaraźliwy człowiek - pomyślała odwzajemniając lekko uśmiech.
- Hej. - powiedziała - Jeśli masz dzisiaj czas to...jestem wolna i bardzo chętnie się spotkam. - wykrztusiła jednym tchem i uśmiechnęła się nieśmiało.
- Bardzo chętnie. - wyszczerzył się - W takim razie zapraszam cię na herbatę.
- Okay. - powiedziała schodząc ze schodów.
Zdziwiony poszedł za nią bez zbędnych słów. Przez cały dziedziniec szli w milczeniu. Czuli się trochę nieswojo, ale chłopak pierwszy postanowił przebić się przez tą barierę.
- A więc...co u ciebie? - zapytał nieśmiało. W odpowiedzi dziewczyna roześmiała się. Popatrzył na nią dziwnie i czekał na wyjaśnienia.
- Porozmawiamy jak gdzieś usiądziemy. - uśmiechnęła się lekko. Po chwili weszli do małej kawiarni, zajęli stolik w kącie i zamówili po herbacie.
- Teraz możemy rozmawiać. - powiedziała dziewczyna uśmiechając się szeroko. Do ich stolika podeszła kelnerka i postawiła dwa duże kubki z herbatą.
- Gdzie pracujesz? - zapytał Brian upijając łyk.
- Jestem kelnerką w małej restauracji, w której jest mały ruch. - uśmiechnęła się delikatnie. - Może powiesz mi coś o sobie?
W tej chwili ich rozmowa zaczęła się rozkręcać. Dogadywali się. Ba! Oni się doskonale rozumieli. Było to o tyle dziwne, że łaknęli swojego towarzystwa. Broom czuła się przy nim...bezpiecznie. A on nie wstydził się być przy niej sobą.
Hildie zaśmiewała się tego wieczoru prawie do łez. Zupełnie zapomniała o nieprzyjemnościach i była mu za to bardzo wdzięczna.
- Ale się ładnie śmiejesz. - powiedział uśmiechając się uroczo.
- Przestań. Nienawidzę swojego śmiechu! - wykrztusiła uśmiechając się szeroko.
- Ja uważam, że jest rozkoszny.
- Rozkoszne mogą być małe pieski, a mój śmiech jest odrażający.
- Jest piękny, tak samo jak twój uśmiech.
Brian posłał jej taki uśmiech, że aż odwróciła wzrok zarumieniona . Potem popatrzyła na zegarek i chcąc zmienić temat powiedziała:
- Chyba muszę się zbierać do domu.
- Rzeczywiście, już późno. - zaczął zbierać swoje rzeczy. Wyjął portfel i zapłacił kelnerce za siebie i Hildie.
- Eeee...nie trzeba było... - wykrztusiła zdziwiona patrząc za odchodzącą kelnerką. Potem spojrzała na chłopaka który uśmiechał się lekko.
- To tylko herbata, tak poza tym, to ja cię tu wyciągnąłem. - puścił do niej oko.
- To żadna zasada. - powiedziała z zabawnym przekonaniem. Odpowiedział jej szerokim uśmiechem i po chwili wyszli z kawiarni. Chłopak odprowadził ją do domu i przez całą drogę rozbawiał. Gdy stanęli przed jej posesją powiedziała cichutko:
- To był bardzo przyjemny dzień. Dziękuję ci. - po tych słowach odwróciła się i przebiegła przez bramkę.
- Dobrej nocy! - zawołał za nią, wyraźnie rozczarowany.
Dziewczyna weszła do domu, zdjęła buty i kurtkę. Przeszła do salonu i zastała śpiącego ojca na kanapie. Przykryła go kocem i popatrzyła z zażenowaniem.
- Przynajmniej jest grzeczny... - pokręciła głową i pobiegła do swojego pokoju.
Sprawa z ojcem coś mi smierdzi, na razie nie wiem co o tym myśleć.
OdpowiedzUsuńA Brian? Nasz pieszczoch coś za grzeczny jest. Jakoś tak mi to ...znowu śmierdzi :)
Czyżby cisza przed burzą?
Fajny motyw z przyjacielem Hildegardy :) Tylko, żeby nie było motywu z zakochanym, "tym trzecim", szkoda by było dodatkowej troski dla naszej bohaterki.
Aha, żeby trzymać poziom muszę zamarudzić. Mało Shadowsa :) Czekam na nexta. Oby był szybciej niż ten:P
loveee Sillie
Niestety ku Twojemu rozczarowaniu Shadows będzie tu postacią epizodyczną :D
OdpowiedzUsuńBrian rządzi!!!!!!! Nie mogłam się powstrzymać. Widać, że Broom nie ma lekko w życiu. Wiecznie radosny Brian pewnie wniesie do niego promyczki nadziei. Fajnie się rozkręca. Mam nadzieję, że Bandyta nie podkochuje się w bohaterce. Czekam na nexta!
OdpowiedzUsuńJoan :)
Uuu ciekawie, ciekawie. Tatusiek z piekła rodem, tajemniczy Bandyta i oczywiście Bri, taki romantico <3 Romans wisi w powietrzu, ale czuję że nie będzie tak łatwo jakby się mogło wydawać. Czekam na kolejny, bo chcę wiedzieć o co w tym wszystkim chodzi :)
OdpowiedzUsuńBuziole, Pat:)