Przepraszam za długą nieobecność. I niestety nie mam nic na swoje usprawiedliwienie. Mam nadzieję, że nie będziecie bić..chociażby z uwagi na to, że kończę dzisiaj te czternaście lichych wiosenek. Chcę podziękować wszystkim za to, że są i czytają moje nędzne wypociny.
Tradycyjnie - Daisy i Nika. Dziękuję za wsparcie i pomoc.
PS: Koniu miej ten swój chleb kukurydziany!
I jeszcze dla Patki, za to, że czekałaś!! :D
Broomhilda po skończeniu lekcji pobiegła do biblioteki. Dzień jak co dzień. Szkoła, Bandyta, praca, dom i tak w kółko. Ale ostatnio do tego łańcuszka doszło jedno ogniwo. Brian. Widywała się z nim coraz częściej. Przyzwyczajała się do niego jak do słuchania muzyki. I tak samo był jej niezbędny. Przy nim nie miała czasu zamartwiać się swoim życiem. Zarażał ją swoim pozytywnym byciem, uśmiechem, żartami i wszystkim co się z nim łączy. Przyłapywała się na tym, że wciąż o nim myślała, ale...podobało jej się to.
Wizyta w bibliotece zajęła jej około 10 minut. Wyszła z budynku i zaczęła iść w stronę szpitala, gdy usłyszała, że ktoś woła jej imię. Spojrzała do tyłu i zobaczyła Briana. Pomachała do niego i uśmiechnęła się cwaniacko. Po chwili dobiegł do niej i powiedział lekko zdziwiony:
- Mówiłaś, że idziesz prosto do domu..
- Zmieniłam plany. - uśmiechnęła się szeroko. - Idę odwiedzić mojego przyjaciela.
- To może spotkamy się później? Napiszesz gdy będziesz wolna. - widząc jej wyraz twarzy, przewrócił oczami i dodał - Dałem ci mój numer ostatnio.
- Aa...no tak - roześmiała się - Chcesz pójść ze mną do Bandyty?
- Dobra. - wzruszył ramionami uśmiechając się.
Przez resztę drogi milczeli, ale nie było w tym nic peszącego. Czuli się swobodnie gdy rozmawiali i gdy nie mówili nic. Wchodząc do szpitala otworzył jej drzwi, na co ona zareagowała szerokim uśmiechem. Mijali kolejne sale, aż w końcu doszli do sali Bandyty. Dziewczyna delikatnie zapukała i słysząc głos przyjaciela weszła do środka dając znak Brianowi by wszedł razem z nią.
- Hej Bandyta. - uśmiechnęła się na widok opierającego się o parapet chłopaka. - Widzę, że już lepiej.
- Część słoneczko. - odpowiedział siadając na łóżku i wyciągając do niej ręce. Dziewczyna szybkim krokiem podeszła do niego i przytuliła go mocno. Następnie pocałowała go w policzek i uśmiechnęła się zachęcająco do stojącego obok drzwi Briana. Jak na zawołanie podszedł i wyciągnął rękę mówiąc:
- Brian. - uśmiechnął się. - Miło mi poznać.
- Mnie również. - odwzajemnił uścisk patrząc mu głęboko w oczy. - Bandyta.
Po chwili puścili swoje dłonie i spojrzeli na Hildie. Dziewczyna uniosła brwi i usiadła na krześle obok łóżka. Brian cofnął się pół kroku i stanął po lewej stronie Broom. Bandyta położył się na łóżku i założył ręce za głowę. Uśmiechnął się do dziewczyny porozumiewawczo.
- Mur się wali skarbie. - puścił jej oczko. - A ty nad tym nie panujesz.
Już otworzyła usta by coś powiedzieć, ale nie wydobyło się z niej żadne słowo. Zarumieniła się lekko i spojrzała na Briana. Odwzajemnił spojrzenie i powiedział:
- Nie martw się, ja też nic nie rozumiem. - uśmiechnął się szeroko. Dziewczyna zaśmiała się, a Bandyta jej zawtórował. Potem rozmowa toczyła się gładko. Moment wstydu i niepewności minął. Brian i Bandyta się rozkręcili i zabawiali Hildie. I to było w tej dwójce najlepsze, zawsze potrafili ją rozbawić i zmienić jej myśli. Czuła się przy nich doskonale. Ale wszystko mogło się rozmyć w jednej chwili jak sen. Napawało ją to lekiem. Z jej rozmyślań wyrwał ją głos Briana.
- Hildie jest już późnawo...nie będziesz mieć jakichś problemów?
- Mam nadzieję, że nie. - odpowiedziała wstając z krzesła i zakładając skórzaną kurtkę.
Brian pożegnał się z Bandytą i wyszedł na korytarz dając im chwilę na pożegnanie. Broom przytuliła się do przyjaciela, a on wyszeptał jej prosto do ucha.
- Mała...możesz mu zaufać. - po tym uśmiechnęli się do siebie, a dziewczyna wyszła z pomieszczenia. Dołączyła do Briana i razem opuścili szpital. Gdy stali przed budynkiem zaczął padać deszcz.
- Nie chcę iść jeszcze do domu... - uśmiechnęła się lekko do niego. - Deszcz będzie moją wymówką.
Pokiwał tylko głową i otoczył ją ramieniem mówiąc:
- Zaprowadzę cię do mojej babci.
Nie odpowiedziała. Była zaskoczona jego gestem, z uwagi na to, że nikt oprócz Bandyty nie był tak...wylewny w stosunku do niej. Reszta drogi minęła im w ciszy. Obydwoje szli uśmiechnięci, a deszcz moczył ich ciała. Po około 15 minutach zrobiło się całkiem ciemno, a deszcz padał tak samo intensywnie. Wreszcie Brian zatrzymał się. Stali przed starą kamienicą ze zdobionymi obwódkami wokół okien. Spojrzał na nią i zapytał:
- Wchodzimy?
- No chyba nie będziemy tak stać na deszczu? - odpowiedziała sarkastycznie.
- Zapytałem profilaktycznie.. - uśmiechnął się szeroko.
Weszli do budynku i udali się na drugie piętro. Stali przed drzwiami mieszkania babci Briana. Chłopak nacisnął dzwonek i wytarł rękawem mokrą twarz. Po chwili usłyszeli kroki i zgrzyt zamka. Drzwi otworzyły się delikatnie i ujrzeli uśmiechniętą kobietę z krótkimi blond lokami.
- A kto to mnie odwiedza o tej porze? - powiedziała ciepło i uśmiechnęła się jeszcze szerzej.
- Cześć babciu! Nie będę cię przytulał bo jestem cały mokry. - odsunął się troszeczkę i wskazał na dziewczynę - To jest Hildie. Możemy u ciebie posiedzieć do momentu aż przestanie padać?
- Oczywiście, że tak! Wchodźcie d środka.
W domu było cudownie ciepło i przede wszystkim...sucho. Hildie zdjęła buty i mokrą kurtkę. Po chwili przyszła babcia Briana z ręcznikami i podała im je. Nie słuchając protestów Broomhildy, zabrała od niej mokre rzeczy i łapiąc za rękę poprowadziła do łazienki.
- Rozbierz się dziecko z tych mokrych ubrań.
- Eee...nie mam nic suchego. - uśmiechnęła się nieśmiało. Kobieta zareagowała na to szerokim uśmiechem i powiedziała:
- Nic nie szkodzi. Na razie załóż mój szlafrok, a ja za chwilę ci coś wykombinuję.
Kobieta opuściła łazienkę i zamknęła drzwi. Broom podeszła do umywalki i spojrzała na swoje odbicie w lustrze. Mokre włosy oklapły i przyklejały się jej do twarzy. Makijaż rozmazał się, a jego resztki zgromadziły się pod dolną warstwą rzęs. Delikatnie czarne smugi widać było na jej zaróżowionych policzkach. Odkręciła kran i dokładnie umyła twarz. Następnie wytarła ją w miękki brązowy ręcznik. Potem energicznie przetarła włosy i delikatnie przeczesała je palcami, patrząc w lustro. Usłyszała pukanie.
- Proszę.
Do łazienki zajrzała babcia i uśmiechając się podała dziewczynie ubrania. Hildie rozłożyła je i zobaczyła dużą czarną koszulkę i granatowe materiałowe dresy.
- Nosi pani dresy? - uśmiechnęła się szeroko.
- No pewnie! Dresy są bardzo wygodne. - kobieta zrobiła zabawną minę. - Ty się ubieraj, a ja idę przygotować coś do jedzenia.
Dziewczyna zdążyła tylko kiwnąć głową. Przebrała si, poprawiła niebieską grzywkę i wyszła z toalety. Przed drzwiami zobaczyła Briana w bardzo podobnym stroju do jej. Spojrzała na niego zaskoczona i uśmiechnęła się szeroko.
- Dziwny zbieg okoliczności... - wyminęła go i skierowała się do oświetlonego pomieszczenia, jakim z pewnością była kuchnia. Zajrzała do środka i zobaczyła babcię Briana przy kuchence.
- Mmm.. Jak ci ładnie w tych dresikach - uśmiechnęła się szeroko.
Hildie roześmiała się i zapytała:
- Może pani w czymś pomogę?
- Możesz rozstawić talerze. Są w szafce na górze na prawo od lodówki.
Dziewczyna przygotowała stół, a gdy skończyła usiadła na krześle. Przyglądała się radosnej kobiecie. W tym domu panowała niesamowita atmosfera. Całkowicie inna od tej jaka była w jej domu. Po chwili do kuchni wszedł Brian. Uśmiechnął się najpierw do Broom, a potem do babci. Zapytał delikatnie:
- Potrzebujesz pomocy?
- Nieee. Usiądź sobie grzecznie i zabawiaj koleżankę - uśmiechnęła się szeroko.
Pokręcił tylko głową śmiejąc się, ale posłusznie usiadł obok Broom i spojrzał na nią delikatnie.
- Nie przestaje padać. -
- Mówi się trudno, wrócę mokra. - wzruszyła ramionami.
- Zostaniemy na noc u babci. - uśmiechnął się.
- No ty może tak, ja nie będę robić kłopotu.
- A co to za kłopot dziecko? - babcia wtrąciła się do rozmowy. - Już postanowiliśmy za ciebie, że dzisiaj tu zanocujesz.
- Jeśli tylko to nie sprawia kłopotu... - zaczęła patrząc na uśmiechniętą babcię.
- Żaden kłopot Hildie. - powiedziała podchodząc do stołu, trzymając w rękach duży talerz z parującymi zapiekankami.
- To tak na szybko i wybaczcie, że tak ubogo, ale nie przewidziałam gości. - postawiła przed nimi talerz i usiadła przy stole. Brian popatrzył na Hildie zachęcająco. Dziewczyna wzięła jedną zapiekankę i położyła ją na swoim talerzu. Gdy upewniła się, że zaczynają jeść, powiedziała uśmiechając się.
- Smacznego. -
- Wzajemnie. - powiedzieli równocześnie Brian i jego babcia. Po czym uśmiechnęli się do siebie i spokojnie jedli. Zapiekanka była pyszna. Idealnie chrupiąca, a ser rozpływał się w ustach.
- Tak właściwie...to co my jemu babciu? - zapytał Brian.
- Zapiekanki z chleba kukurydzianego z szynką, serem i masłem czosnkowym.
Brian pokiwał głową i powiedział:
- Są pyszne. - uśmiechnął się.
Broomhilda pokiwała głową i uśmiechnęła się delikatnie do kobiety. Cała kolacja minęła im w bardzo przyjemnej atmosferze. Śmiali się opowiadając dziwne historie z życia. Zdążyli sprzątnąć po posiłku i zaczynali szykować miejsce do spania.
- Mam nadzieję, że nie masz nic przeciwko temu, że będziecie spać w jednym pokoju? - zapytała babcia oblekając kołdrę. - Mój dom jest wyjątkowo mały, a ten pokój...przystosowany do użytku.
- Nie..nie przeszkadza mi to.
Broom uśmiechnęła się do kobiety i wróciła do swojego zajęcia. Po chwili ich spanie było gotowe. Ona miała spać na łóżku, a Brian na materacu obok. Zapaliła małą lampkę nocną i zgasiła główne światło. Usiadła na łóżku i czekała aż zwolni się łazienka. Po kilku minutach do pokoju wszedł Brian i uśmiechnął się do niej siadając na materacu. Dziewczyna odwzajemniła uśmiech i wyszła cicho z pokoju.
Brian zdjął spodnie i w samej koszulce i bokserkach położył się pod kołdrę. Po chwili do pokoju weszła Broom w samej koszulce, sięgającej jej połowy uda. Nie mógł przestać się na nią patrzeć, bo wyglądała uroczo. Zawstydziła się delikatnie i kładąc ubrania na plecak obok materaca wskoczyła szybko pod kołdrę. Położyła się na boku twarzą do niego. Uśmiechnął się cudownie i powiedział:
- Dobranoc. -
- Dobranoc - wyszeptała.
Zgasiła lampkę i usłyszała jak Brian wierci się na materacu. Przez długi czas wpatrywała się w ciemność nie mogąc zasnąć. Pokój był delikatnie oświetlony przez księżyc. Miała wrażenie, że mija kolejna bezsenna godzina. Zdobyła się na odwagę i zapytała cichutko:
- Mogę się koło ciebie położyć? - nie usłyszała odpowiedzi. Chłopak spał.
Dziewczyna podniosła się na jednej ręce, odchyliła kołdrę i usiadła na łóżku. Wzięła swoją poduszkę i dotykając po omacku materaca na którym spał Brian położyła ją koło jego głowy. Następnie odchyliła kołdrę i wślizgnęła się pod nią odwracając się do niego plecami. Miała bardzo mało miejsca, bo chłopak spał rozwalony na plecach. Nie było to przeszkodą, bo było to dla niej lepsze niż leżenie obok, a jednocześnie tak daleko od niego. Czas płynął, a ona wciąż nie mogła zasnąć. Nagle poczuła, że Brian odwraca się do niej i nieświadomie przytula do jej pleców, kładąc na nią prawą rękę i przygniatając jej nogi swoją. Chciało jej się śmiać. Ale powstrzymała się, a na jej twarzy pojawił się uśmiech. Wtuliła się bardziej w Briana, czując jak jego oddech delikatnie muska jej głowę.
- Teraz chyba zasnę.. - pomyślała śmiejąc się w duchu.
Drzwi do pokoju lekko się uchyliły i do środka zajrzała babcia. Ujrzała Briana i Hildie, którzy spali wtuleni w siebie. Uśmiechnęła się do i przymknęła drzwi zmierzając do kuchni.
Pierwszy obudził się Brian i zobaczył, że śpi wtulony w Broom. Delikatnie zabrał nogę, a potem rękę. Usiadł obok niej i uśmiechnął się. Była tak mała, że nawet nie poczuł jak się koło niego kładzie. Wstał z materaca i szczelniej okrył ją kołdrą. Poszedł do łazienki, a w tym czasie Hildie obudziła się zobaczyła, że leży sama. W domu babci Briana. Na materacu Briana. Pod kołdrą Briana. A wcześniej wtulona w niego. Przetarła oczy i sięgnęła po telefon leżący na plecaku. Spojrzała na zegarek. 9.32 Wstała, założyła spodnie i wyszła z pokoju. Zajrzała do kuchni i przywitała się z kobietą. Następnie skierowała się do łazienki. Zapukała delikatnie i odsunęła się słysząc chrzęst zamka. W drzwiach ujrzała Briana. Wiedziała, że go tam zobaczy, a pomimo to nie wiedziała co mu powiedzieć. Całe szczęscie, on wiedział.
- Hej. -
- Cześć. - uśmiechnęła się nieśmiało i zarumieniła pod wpływem jego spojrzenia. Wyminęła go i weszła do łazienki. On bez słowa odsunął się i poszedł do kuchni.
Dziewczyna przemyła twarz, załatwiła potrzeby i przepłukała zęby miętowym płynem. Wyszła z łazienki po dziesięciu minutach.Skierowała się do kuchni i zobaczyła jak Brian pomaga babci przy śniadaniu. Obydwoje uśmiechnęli się do niej przyjaźnie, a ona nieśmiało usiadła za stołem. Śniadanie przebiegło im w ciszy i nikt nie próbował na siłę wciskać nudnego tematu. Po skończonym posiłku, babcia poprosiła ich o zrobienie zakupów. Postanowili, że pójdą od razu jak tylko się przebiorą.
Hildie założyła suche już ubrania, które miała na sobie wczoraj. Spakowała resztę swoich rzeczy do plecaka i wyszła na niewielki korytarz. Po chwili z kuchni wyszła babcia i Brian. Uśmiechnęli się do niej. Dziewczyna założyła buty i kurtkę. Następnie podeszła do kobiety i powiedziała:
- Bardzo pani dziękuję za to, że mogłam tu zostać.
- Nie masz za co Hildie. Było mi bardzo miło. - po tych słowach przytuliła dziewczynę.
Była zaskoczona gestem kobiety. Ale szybko opanowała zdziwienie i odwzajemniła uścisk. Potem odsunęła się w stronę drzwi i czekała, aż Brian się pożegna. Po chwili wyszli z mieszkania. Panowała bardzo gęsta atmosfera. Ale żadne z nich nie odezwało się ani jednym słowem, bo nie wiedzieli jak powinni się zachować. Trwali w milczeniu do momentu aż dziewczyna nie wytrzymała.
- Słuchaj Brian, przepraszam cię... To był impuls. - zapatrzyła się nagle w swoje buty.
Chłopak zatrzymał się i stanął przed nią.
- To raczej ja powinienem przeprosić za to, że się nie odzywałem. - uśmiechnął się, a ona na niego spojrzała.
- Daj spokój. To było głupie z mojej strony.... -
- Dlaczego? Dla mnie to było...cudowne. - uśmiechnął się szeroko, na co ona zareagowała wybuchem śmiechu.
- No...ja w sumie też nie narzekam. - zarumieniła się lekko. - Ale muszę ci powiedzieć, że masz ciężką nogę.
- Było mnie obudzić. - zaczął iść uśmiechając się wciąż do niej.
- Wytrzymałam. A teraz chodź zrobić te zakupy.
Weszli do sklepu i spędzili w nim pół godziny. Dla tej dwójki zakupy nie były ulubionym zajęciem. Dlatego, chcieli się uwinąć jak najszybciej. Po nabyciu wszystkich produktów zapisanych na liście, zanieśli je do babci. Stojąc przed budynkiem kamienicy Brian zwrócił się do dziewczyny:
- Chcesz pójść ze mną na próbę mojego zespołu?
- Pewnie, że chcę!
- W takim razie chodźmy.
Idąc, prowadzili luźną rozmowę na temat książek i muzyki. Gdy po dziesięciu minutach znaleźli się przed domem Matta usłyszeli głośne śmiech z otwartego garażu. Weszli do środka i od razu rzucił się im na powitanie Rev.
- Cześć robaczki!! - zaśmiał się z miny Broom.
Dziewczyna wystawiła do niego rękę, ale on wyciągnął swoje długie ręce i przytulił ją mocno. Zaczęła się śmiać. Potem każdy z chłopaków podszedł do niej i przytulając ją witał się. Gdy wszyscy się już uspokoili zaczęli stroić sprzęt. Hildie znalazła krzesło i postawiła je tak by widzieć co robią, ale żeby im nie przeszkadzać. Po chwili zaczęli grać. Zaskoczyło ją ich skupienie i to jak bardzo byli zaangażowani. Każdy z nich miał swoje partie, które perfekcyjnie wygrywał. Oczywiście nie obyło się bez drobnych błędów na, które każdy z nich reagował siarczystymi przekleństwami. Po dwóch godzinach z krótką przerwą Matt zarządził koniec próby.
- Zawaliście nam szło, więc możemy już skończyć.
Wszyscy odetchnęli z ulgą, ponieważ nie było to lekkie zadanie.
- Idziemy na piwo?? - dopytywał się Rev.
- To ja do was dołączę później. Chcę odprowadzić Hildie. -
Dziewczyna uniosła jedną brew i zaczęła mówić.
- Wcale nie musisz iść.... -
- Ale chcę. - uciął ją w połowie zdania po czym uśmiechnął się do niej szeroko, a następnie wyszczerzył do kumpli. W odpowiedzi pokręcili głową z rozbawieniem i pomachali im na pożegnanie.
Kolejny raz szli w milczeniu, rozglądając się na boki i ukradkiem patrząc na siebie. W końcu chłopak zatrzymał się i zapytał:
- Dlaczego milczysz?
- Za dużo wrażeń jak na jeden dzień?... - odwróciła się i zaczęła iść w momencie gdy on chciał ją objąć. Zwyczajnie mu się wymknęła, chociaż sama nie wiedziała dlaczego to zrobiła. Przecież jeszcze niedawno spali wtuleni w siebie. Znów zaczynała się zastanawiać.
- Przepraszam Brian...po prostu jestem zmęczona. -
Jak widać nie miał jej za złe uciekania od niego. Zareagował uśmiechem i zaczął iść, blisko niej.
- Jak ci się podoba nasz zespół? - zapytał cicho gdy stali pod jej domem.
- Jesteście świetni! Powiem szczerze...podobacie mi się. - zaśmiała się. - Przepraszam Brian, ale muszę już iść.
- Mam nadzieję, że zobaczymy się jutro. - po tych słowach przytulił ją delikatnie.
Przez ułamek sekundy, chciała mu się wyrwać, ale jednak odwzajemniła nieśmiało uścisk. Po chwili oderwali się od siebie, a ona speszona pobiegła do domu. Zadowolony z siebie ruszył w stronę klubu.
Dziewczyna wchodząc do środka usłyszała hałas dochodzący z głębi mieszkania. Zostawiła plecak przy schodach i weszła do salonu.
- Cześć tato. - powiedziała ostrożnie widząc jak ojciec chwiejnie wstaje z kanapy.
- Dzie żeś była całą noc?? - zawołał do niej z charakterystycznym pijackim bełkotem.
Hildie powoli wycofywała się w stronę kuchni. Czuła jak serce zaczyna jej mocniej bić.
- Tato..padał deszcz i nie miałam wyjścia prze... - nie mogła dokończyć, ponieważ upadła na ziemię obalona mocnym uderzeniem w twarz. Nie zdążyła nawet krzyknąć, bo wszystko stało się tak szybko.
- Pieprzysz! - krzyknął rozcierając pięść. Potem odwrócił się i jak zwykle wyszedł z domu.
Czuła piekący ból w prawym oku i nie mogła go do końca otworzyć. Podniosła się na drżących nogach i chwiejąc się pobiegła do łazienki. Spojrzała do lustra i zobaczyła, że skóra pod okiem i wokół niego jest czerwona, a gdzieniegdzie zaczyna sinieć. Wróciła do kuchni i wyciągnęła lód z zamrażarki. Przyłożyła go do oka, po czym pobiegła do pokoju i kładąc się na łóżku zaczęła płakać. Po chwili zasnęła z twarzą mokrą od wody i łez.
Przez cały odcinek byłam spięta, nie wiem dlaczego, ale tak świetnie piszesz ... Zastanawiam się, że strasznie szybko się to wszystko dzieje. Hildie tak krótko zna Briana, a już "pakuje się mu do łóżka" no no :D
OdpowiedzUsuńTo wszystko przez to, że to opowiadanie będzie bardzo krótkie... Może z uwagi na to, że jest pierwsze. Ale jeśli chodzi o ich poznawanie się - to o to właśnie chodziło :D
UsuńPo pierwsze: jak to krótkie opowiadanie??? Nie zgadzam się! Ja się tu rozkręcę, a Ty skończysz? No way... :)
OdpowiedzUsuńPo drugie: babcia rulez! Czekałam tylko aż im jeszcze prezerwatywy podrzuci i zachęci do małego bumbum:D Chyba chce szybko wyswatać Briana;)
Po trzecie: ojciec Broom... Ten sk^&^%& jeb%& ch^& żeby go tak ^&^%# i %^&&.
Poza tym troszkę nie podobało mi się, że Bandyta tak szybko zaufał Bri. Jako przyjaciel B. powinien trochę sceptyczniej podchodzić do facetów, którzy do niej uderzają;)
Mam nadzieję, że następne będzie szybciej^^
Buziole, Pat:)
PS. Masz dopiero 14 lat? Łoooo... Dziewczyno jak Ty teraz tak piszesz, to co będzie dalej? :)
Opowiadanie absolutnie nie będzie, krótkie. Nie zezwalam i już. I nie tylko Pati czekała, nie tylko. Ja też tu zaglądałam. Hildie ma jaja, że się odważyła. Zuch dziewczyna, chciało się powiedzieć. Sprawa z ojcem niestety niezbyt ciekawa...
OdpowiedzUsuńA tak swoją drogą, Wszystkiego Najlepszego. Wiem, że pewnie mocno spóźnione, ale szczere. Trochę wiary w siebie i żadnego nimi opowiadania nie będzie. Czekam na rozwój wydarzeń.
Też czekająca na kolejne odcinki Sillie
Ja się nie zgadzam na żadne krótkie! Długie ma być, bo fajne jest. Brian taki pozytywny duszek dla Hildie. A ta cała scena u babci po prostu rewelka i takie słodkie aaawwww!
OdpowiedzUsuńA z tym ojcem to trzeba coś zrobić! Nakopać mu!
Czekam na kolejny.
Joan:)
Trzymasz poziom, podoba mi się to! :) Mam nadzieję, że Brian wyciągnie Hildie z tego domu...
OdpowiedzUsuńWszystkiego najlepszego!
regards,
kill