sobota, 8 lutego 2014

5.

Ten odcinek dedykuję wszystkim, którzy czytali to opowiadanie. :)

Brian patrzył na dziewczynę wyczekująco. W końcu odwzajemniła spojrzenie i uśmiechnęła się
delikatnie gotowa by zacząć swoją opowieść.
- Gdy miałam dziesięć lat, zmarła moja mama. I zostałam sama z ojcem, który popadł w alkoholizm. - dostrzegła w spojrzeniu Briana pewien niepokój, ale mówiła dalej. - Muszę przyznać, że nie było łatwo. Stracił pracę i zostaliśmy bez grosza. Potem się wygrzebał i zmobilizował do tego by zacząć działać. Ale nie przestawał pić, a ja stałam się...taka jak teraz. Nie otrzymywałam wsparcia od nikogo, reszta rodziny tak jakby zniknęła i zapomniała o moim istnieniu. Było mi źle, wciąż się buntowałam, przestałam uczyć, aż w końcu dostałam kuratora. Wszystko przez to, że wpadłam w złe towarzystwo. Robiłam rzeczy których do tej pory się brzydzę. Lałam się - zachichotała ponuro. - lepiej niż nie jeden chłopak. Ale teraz jak na to spojrzę, to wiem dlaczego to robiłam. Chciałam po prostu by ojciec zwrócił na mnie uwagę, by przypomniał sobie, że ma córkę. Ale miał mnie w dupie! W ogóle go nie obchodziłam - zaczęła płytko oddychać i drżeć na całym ciele. Brian był wstrząśnięty. Wstał z ławki, kucnął przed nią i delikatnie pocierał jej ramiona. Spojrzała na niego i zobaczył, że w jej oczach czaiły się łzy. Szybko otarła oczy i uśmiechnęła się do niego niemrawo, usiadł obok i słuchał jej dalej. Po chwili znowu zaczęła mówić. - Od niedawna, z ojcem było gorzej. Stał się...agresywny...
- Jak to??... - przerwał jej zdumiony.
- Najpierw mnie tak po prostu, odsuwał. Oddalaliśmy się od siebie jeszcze bardziej niż zwykle. Któregoś dnia, gdy chciałam go przytulić, to po prostu mnie popchnął. - zaczęła powoli kręcić głową. - Nigdy się tak nie zachowywał, a tamtego dnia..nie wiem co w niego wstąpiło... -
- Tamtego dnia? Co się stało? - pytał co raz bardziej zdenerwowany, bo nagle wszystko nabrało sensu.
- Ojciec mnie uderzył. - powiedziała cicho.
Patrzył na nią szeroko otwartymi oczami. Ze strachu, zdziwienia i troski.
- To stąd ta opuchlizna... - powiedział.
W odpowiedzi kiwnęła głową i odwróciła wzrok.
Obydwoje nie wiedzieli jaki ruch wykonać. Ona bała się odrzucenia, a on bał się, że ją skrzywdzi. W końcu Brian otoczył ją swoim ramieniem i oparł swoją głowę o jej.
- Nie martw się.. - westchnął. - Ułoży się, ja w to wierzę.
W odpowiedzi dziewczyna zaśmiała się, a następnie spojrzała prosto w oczy Briana. Wtedy reszta przestała istnieć, a oni hipnotyzowali się nawzajem. Chłopaka powoli zaczął się do niej zbliżać, chwycił delikatnie jej podbródek i dotknął kciukiem blizny na policzku. Nagle ona zabrała delikatnie jego rękę i powiedziała cicho:
- Przepraszam...
Uśmiechnął się lekko pod nosem i otoczył ją mocno ramionami.
- Nic się nie dzieje. Jak tyle już wytrzymałem, to teraz miałbym nie dać rady? - usłyszał, że dziewczyna zaczęła się śmiać. Czuł się szczęśliwy. Teraz w tym parku, na tej ławce pod fontanną. Z nią. Siedzieli razem w milczeniu jeszcze pół godziny. Patrzyli jak niebo powoli zmienia barwy. Z niebieskiego, w co raz ciemniejszy, a potem jak przechodzi przez nie żółto-pomarańczowy blask. Dzień powoli umierał, a jego miejsce zajmowała, chłodna letnia noc.
Brian wypuścił ją ze swoich objęć i wstał. Spojrzał na nią z troską i uśmiechnął się uroczo.
- Wyjeżdżam jutro z moim zespołem. Mamy koncert w Los Angeles i nie będzie mnie dwa dni. - przerwał na chwilę i uśmiechnął się szeroko. - Ale jak tylko wrócę, to zapraszam cię na randkę. Taką z prawdziwego zdarzenia. - poruszał wymownie brwiami.
Dziewczyna zaśmiała się głośno i spojrzała na niego ciepło.
- Zgadzam się, ale na razie odprowadź mnie do domu.
Wstała z ławki, a on złapał ją za rękę i ruszył w stronę wyjścia z parku.

                                                                       * * *

Hildie weszła do domu i z oszołomionym uśmiechem oparła się o drzwi. Zdjęła buty, kurtkę i weszła do salonu.
- Tato? - zawołała. - Jesteś w domu?
Nie otrzymała żadnej odpowiedzi, więc wzruszyła ramionami i poszła do swojego pokoju. Zasnęła z błogim uśmiechem na ustach.

Dwa kolejne dni minęły Broom w oczekiwaniu na Briana i na ojca. Okazało się, że od czwartkowego wieczoru nie pojawił się w domu. Dziewczyna niepokoiła się jeszcze bardziej, ale z uwagi na to, że w przeszłości zdarzały mu się podobne zniknięcia, nie zawiadamiała nikogo. Była podekscytowana faktem, że Brian zaprosił ją na randkę i to w większości zajmowało jej myśli.
W sobotę sprzątała w domu, odwiedziła Bandytę, zrobiła zakupy i zdążyła jeszcze zajrzeć do większości klubów, w których mógł się poniewierać jej ojciec. Przeszła przez całą dzielnicę i w końcu zrezygnowana, wróciła do domu.
O 18 Brian przysłał dziewczynie wiadomość:
"Wróciłem przed chwilą do domu. Już nie mogę się doczekać, kiedy się zobaczymy."
Po przeczytaniu wiadomości, zaśmiała się głośno i wróciła do robienia kolacji. Przygotowane jedzenie przełożyła na talerz i zaniosła do salonu. Usiadła na kanapie, założyła nogi na stolik kawowy i włączyła telewizor. Bezmyślnie skakała po kanałach i jadła. Usłyszała, że drzwi się otwierają i domyśliła się, że jedyną osobą która mogła by tak po prostu wejść, był ojciec.
- Wrócił... -  pomyślała, po czym wstała i przeszła do kuchni odstawiając talerz do zlewu. Skierowała się w stronę schodów, ale kątem oka spostrzegła, że ojciec słania się na nogach. Obudziło to w niej czujność i w akcie bezmyślności zawróciła do kuchni.
Ojciec siedział przy stole, a przed nim stała prawie pełna butelka wódki, w którą uparcie się wgapiał. Dziewczyna przeszła w głąb kuchni i stanęła przy blacie regału. Założyła ręce na piersi i zapytała cicho acz stanowczo.
- Gdzie byłeś? - Martwiłam się o ciebie...
Usłyszała jak ojciec zaczyna się śmiać, bez cienia rozbawienia, co sprawiło, że po plecach przebiegł zimny dreszcz.
- Z kim ty się zadajesz gówniaro?! - krzyknął wstając gwałtownie, w wyniku czego przewrócił krzesło. - Co ty widzisz w tym...czymś z którym siedziałaś w parku? - powiedział z odrazą.
Wykrzywił twarz w potwornym grymasie i zaczął wrzeszczeć.
- Tyle ci dałem! Tyle czasu poświęciłem! A ty w zamian za to wszystko szlajasz się z jakimiś...brudasami! -
Gdy usłyszała te słowa, poczuła jak gorąca wściekłość rozlewa się po jej żyłach. Gdy dotarła do mózgu, Hildie nie wytrzymała i wykrzyczała ojcu prosto w twarz.
- Nie dałeś mi niczego co byłoby mi niezbędne do życia! Brzydzę się tobą! Nigdy się mną nie interesowałeś i miałeś gdzieś co robię ze swoim życiem. Dopiero teraz gdy jestem szczęśliwa chcesz mi to zniszczyć! Jak możesz być takim draniem?! - wykrzyczała i poczuła jak po jej policzkach płyną gorące łzy.
Zobaczyła jak ojciec chwiejąc się, chwyta przewrócone krzesło i unosi je nad głowę. Gdy zamachnął się i zrobił niebezpieczny krok do przodu mebel przeciążył jego pijane ciało i umysł, a mężczyzna przewrócił się do tyłu i upadł na stół, który połamał się z hukiem.
Wszystko to działo się zbyt szybko. Nie zdążyła się poruszyć sparaliżowana strachem. Patrzyła na bezwładnie leżące ciało na ruinach stołu. Trzęsły się jej dłonie, gdy przytknęła jedną z nich do ust. Oddychała płytko, dużo szybciej niż powinna. Opadła na kolana, a następnie przywarła plecami do szafki. Nagle otrzeźwiała i wyciągnęła telefon z kieszeni.
- Brian.. - jęknęła łamiącym się głosem. - Brian przyjdź do mnie, proszę.. mój ojciec..on.. ja nie wiem co mam zrobić.. - przerwał jej wyraźnie przestraszony.
- Hildie co się dzieje?? Czy on coś ci zrobił? -
- Brian on się nie rusza! - krzyknęła.
- Broom posłuchaj mnie! - powiedział stanowczym głosem i szybko wyszedł z domu. - Musisz sprawdzić czy ojciec jest przytomny. Zrób to w tym momencie! I nie rozłączaj się.
Dziewczyna pokiwała głową i podczołgała się do mężczyzny. Złapała go za rękę i potrząsnęła nią.
- Tato... - jęknęła. - Tato słyszysz mnie? - zapytała zalewając się łzami. - Brian..on nie reaguje! - zwróciła się do słuchawki.
- Jasna cholera! Broom rozłączam się i dzwonię po pogotowie. Zostań tam gdzie jesteś, a ja zaraz będę.
Usłyszała ciągły sygnał w słuchawce. Odłożyła telefon na podłogę i skuliła się wrzeszcząc bezradnie.
Kolejne momenty docierały do niej, tak jakby w zwolnionym tempie. Widziała jak podbiega do niej Brian i bierze ją w ramiona. Za nim wbiegło kilka podobnie ubranych osób i zajęli się ojcem. Słyszała tylko strzępki wypowiedzi.
- Wstrząs zalecany. - powiedział mechaniczny głos.
A potem te kojące słowa, wypowiadał ten sam miękki głos.
- Cii.. skarbie. Jestem przy tobie..

10 dni później...
Broomhilda wyglądała inaczej. Zniknęły wszystkie kolczyki, niebieska grzywka i cały irokez. Makijaż ograniczał się do podkładu maskującego podkrążone oczy. Ubrana była w czarną sukienkę, którą kilkanaście dni temu dostała w prezencie od ojca. Nie liczyła na to, że jako pierwszy raz, założy ją na tak wielką okazję. Na jego pogrzeb...
Na cmentarzu, nie było tłumów. Wręcz przeciwnie, kilkoro sąsiadów, znajomi, ksiądz, Hildie i Brian. Większość trzymała się na uboczu i modliła w zadumie. Najbliżej grobu stała Broom, a zaraz obok niej Brian w garniturze. Na marmurowej płycie, widniał skromy złoty napis. Dziewczyna pochyliła się i położyła obok niego białą różę. Symbol wspaniałego uczucia.
Popatrzyła na kwiat i wyszeptała.
- Nie byłeś złym człowiekiem...a ja bardzo cię kochałam.
Następnie spojrzała na Briana i kiwnęła głową. Bez słowa ruszył za nią i wyrównali swój krok, na wysypanej białymi kamykami dróżce prowadzącej do dużej cmentarnej bramy. Nagle dziewczyna zatrzymała się i złapała Briana za rękę.
- Brian, chcę zacząć od nowa. To przejście przez tą bramę..to ma być znak. Chcę zostawić to wszystko w tyle..i iść naprzód. -
Widział zmęczenie w jej oczach.
- Bądź ze mną. - powiedział nagle. - Chciałbym się, tobą zaopiekować. Sprawić, że będziesz szczęśliwa. Widzieć jak się uśmiechasz i móc...po prostu przy tobie być.
- Brian ty chcesz?... - zapytała oszołomiona.
- Tak! Bardzo tego chcę.  - wziął jej twarz w dłonie i przytknął swoje czoło do jej czoła. - Nawet nie wiesz jak bardzo tego chcę...
Pocałował ją delikatnie w usta, oplatając dłońmi jej szczupłą talię.  Po chwili oderwali się od siebie i złapali za ręce. Lżejszym krokiem przeszli przez cmentarną bramę...




3 komentarze:

  1. Ja mam chyba dzisiaj jakiś specjalny dzień do płaczu! Znowu beczę! Najważniejsze, że Brian nie uciekł, gdy Hildie powiedziała mu całą prawdę o sobie. to świadczy o jego dojrzałości i o tym, że mu na niej zależy. No i w końcu zaprosił ją na randkę <3
    Szkoda, że jej ojciec tak marnie skończył. Ona naprawdę go kochała, pomimo tego jaki był. W końcu miała tylko jego. Dobrze, że Brian był już wtedy na miejscu i był przy niej.
    A sama końcówka taka chwytająca za serce. I każdy może sobie dopowiedzieć, że im się udało <3
    Co ja Ci mogę napisać Kochana? Naprawdę chwytająca za serce opowieść. Dziękuję Ci za tę historię i mam nadzieję, że jeszcze coś napiszesz. Buziaki <3
    Lovee<3
    Joan:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo spodobało mi się zachowanie Briana. Nie wiem czy ja byłabym zdolna zostawić białą różę na tym grobie, Broom to jednak silna babka.
    Mam nadzieję, że jeszcze coś od ciebie wyjdzie!

    with love,
    z.
    <3

    OdpowiedzUsuń
  3. Hmm dla mnie zdecydowanie powinien być jeszcze jeden rozdział. Rozumiem, że tak to sobie rozplanowałaś, ale mimo wszystko czegoś mi tu brakuje. Niemniej zakończenie super. Zupełnie nie jest mi żal tego jej okropnego ojca! Za to B. zachował się idealnie. Mam nadzieję, że zaopiekuje się H. i pomoże jej zapomnieć o przeszłości. Więcej takich Brianów w naszych opo by się przydało:) Smutno mi, że postanowiłaś tak szybko skończyć, ale zawsze powtarzam, że nic na siłę. Dziękuję Ci, że postanowiłaś się z nami podzielić swoją historią!
    Buziole, Pat:)

    OdpowiedzUsuń